W dniu 20 maja udaliśmy się do Przemyśła na uroczyste rozstrzygnięcie XV Wojewódzkiego Przeglądu Plastyki „Ja – świat, w którym żyję” –Moje Podkarpacie, w którym uczeń VI klasy naszej szkoły Antoni Kołodziej otrzymał główną nagrodę.
Przemyśl to miasto o niezwykłej historii, malowniczo położone nad Sanem, które idealnie łączy wpływy kultur polskiej, ukraińskiej i austro – węgierskiej. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy aktywnym wypoczynkiem wdrapując się na wzgórze, gdzie znajduje się tajemniczy Kopiec Tatarski. Według legendy to właśnie w tym miejscu pochowany został sam chan tatarski, a rozciągający się stamtąd widok na miasto jest najlepszy w całym Przemyślu. Ogromną atrakcją okazały się zjazdy na torze saneczkowym typu Alpine -Coaster, gdzie przy zawrotnej prędkości mogliśmy podziwiać widoki na panoramę Przemyśla i góry Sanocko -Turczyńskie. Następnie udaliśmy się na spacer po urokliwym rynku otoczonym zabytkowymi, kolorowymi kamienicami. Warto zwrócić uwagę na dawny Pałac Lubomirskich oraz odnowioną fasadę Urzędu Miejskiego.
Dalej skierowaliśmy swoje kroki w stronę dawnej Wieży Zegarowej, która skrywa jedyne w Polsce Muzeum Dzwonów i Fajek. Nie obeszło się bez odwiedzenia Wojaka Szwejka, który siedzi na skrzynce z amunicją. W jednym ręku trzyma kufel piwa w drugim fajeczkę. Wyświecony nos, fajka i kolana, świadczą o wielkiej popularności pomnika. W pewnej odległości od wojaka przycupnął sympatyczny piesek z miseczką, którego oczywiście trzeba pogłaskać. Ale wybór miejsca jest niezwykle ważny!
Według instrukcji, jeśli chwycisz wojaka za:
1. Czapkę – będziesz mądry
2. Nos – będziesz szczęśliwy
3. Pagony – awansujesz
4. Fajkę – radość dla kobiety
5. Kufel – nie będziesz spragniony
6. Buty – nie wykopią Cię z pracy
7. Uszy! – zostaniesz uznany za szpiega
Przy przemyskim rynku zatrzymaliśmy się w maleńkiej piekarence z prawdopodobnie najpyszniejszymi racuchami, jakie kiedykolwiek jedliśmy! Jej, jakie to było prawdziwe w smaku…! Piekarnia pani Olgi ma swoją piękną historię, którą opisał nawet Filip Springer w książce ,,Miasto Archipelag”.
Na końcu mieliśmy istną ucztę dla podniebienia, gdzie na sam widok ciekła nam ślinka, rozkoszując się smakiem słynnych lodów robionych wg tradycyjnej receptury w Cukierni Fiore. Trochę baliśmy się, że wrócimy znacznie ciężcy, ale spacer po siedmiu przemyskich wzgórzach nazywanych ,,polskim Rzymem”, pozwolił spalić nam zbędne kalorie. Na zakończenie powiedzieliśmy Przemyślowi do zobaczenia, bo na pewno warto do niego wrócić i dokończyć zwiedzanie miasta.
/Ala Ćwik/